Polskie miasta potrzebują systemowości i... przestrzeni leczniczych
- Polskim miastom brakuje systemowego, całościowego planowania, które łączy funkcje i porządkuje skalę przestrzeni w skali człowieka, mówi dra inż. arch. kraj. Dominika Gołębiewska, interdyscyplinarna projektantka i artystka, wykładowczyni akademicka, ASP w Gdańsku.
- Punktowe decyzje i traktowanie każdej działki jak osobnej opowieści utrudniają spójność miasta i poruszanie się między jego fragmentami.
- WHO i badania europejski wskazują na wpływ hałasu i światła na zdrowie mieszkańców miast.
- Zieleń miejska może działać jak „przestrzeń lecznicza” i wspierać regenerację.
- Dominika Gołębiewska była prelegentką jubileuszowej, 10. edycji 4 Design Days w Katowicach.
Polskim miastom potrzeba systemowości
– Wydaje mi się, że polskim miastom potrzeba przede wszystkim systemowości i takiego bardzo całościowego, harmonijnego planowania uwzględniającego różne aktorki, aktorów w przestrzeni miejskiej – mówi Dominika Gołębiewska.
Architektka krajobrazu i badaczka specjalizująca się w relacji człowiek – natura oraz projektowaniu przestrzeni służących zdrowiu, ciszy i regeneracji podkreśla, że aby budować zdrowe środowisko do życia, miasto nie może być traktowane jako zbiór mniejszych mikrokosmosów.
– Jeżeli chcemy dobrze czuć się w mieście, dobrze czuć się w przestrzeni, w której na co dzień pracujemy, odpoczywamy, bawimy się, to musimy poczuć miasto jako system, który będzie się uzupełniał. Czyli po pierwsze funkcje się uzupełniają, po drugie skala jest odpowiednia do danego obszaru – tłumaczy.
Badaczka zwraca uwagę na powszechny błąd na poziomie decyzji planistycznych w samorządach miejskich. Mianowicie: na traktowanie w oderwaniu od całości, jaką jest tkanka miejska, indywidualnych inwestycji.
Bardzo często wiele decyzji w miastach podejmowanych jest punktowo. Wiąże się to oczywiście z własnościami, z przepisami prawnymi i z wieloma zagadnieniami, które też ciężko jest – miejmy do tego wyrozumiałość – przeskoczyć w tym codziennym projektowym życiu. Jednak to zdecydowanie psuje klimat, bo jeżeli potraktujemy każdą działkę deweloperską jako oddzielny mikrokosmos i oddzielną opowieść, oddzielną historię, to niestety ciężko nam będzie to wszystko powiązać i się w tym poruszać – wyjaśnia.
Miasto potrzebuje przestrzeni leczniczych
Zapytana o zasadność tworzenia w miastach przestrzeni leczniczych, Dominika Gołębiewska jest jak najbardziej "za". Przytacza badania WHO i europejskie, które wyraźnie pokazują, jak duży wpływ na nasze zdrowie fizyczne i psychofizyczne mają warunki w jakich żyjemy.
I hałas i światło bardzo silnie oddziałują na nasz organizm, zmieniając nasz układ hormonalny, wpływając na system nerwowy, system sercowo-naczyniowy czy nawet system oddechowy – wylicza Gołębiewska.
– Przez to nie możemy efektywnie odpocząć, zregenerować się, a tym samym funkcjonować. To z kolei powiązane jest z czynnikami ekonomicznymi. Jak częściej chorujemy, to mniej chodzimy do pracy, za co koszty ponoszą pracodawcy, ale też państwo – wymienia dalej idące skutki i przekonuje: –Jeżeli zainwestujemy w nasze zdrowie, to tak na dobrą sprawę będziemy przyczyniać się też do wzrostu gospodarczego naszego kraju.
Przepisem na zdrowe miasto według Dominiki Gołębiewskiej jest... zieleń. W różnych postaciach. Okazuje się bowiem, że jej obecność chroni nie tylko przed przegrzewaniem w upalnie dni czy wpływa pozytywnie na jakość powietrza. Zieleń sprawdza się świetnie także jako ochrona przez hałasem oraz zanieczyszczeniem światłem w nocy.
Aparaty asymilacyjne, czyli liście fantastycznie pochłaniają hałas, pochłaniają zanieczyszczenia powietrza, ale też będą ograniczały wtargnięcie światła do naszego domu. To nocne wtargnięcie, kiedy my już byśmy chcieli, żeby było ciemno, ale oświetlona ulica czy reklamy nie będą nam pozwalały. Zieleń, czyli systemy parków miejskich i systemy przyrody miejskiej będą tę regenerację wspierały – konkluduje.